Wiesz, że masz do czynienia z prawdziwym rekinem biznesu, gdy jego głównym źródłem dochodu jest… opowiadanie o swoim sukcesie. W internecie kwitnie nowy gatunek przedsiębiorcy – Biznesmen Webinarowy. Nie znajdziesz go na hali produkcyjnej, nie podpisuje kontraktów, nie zarządza zespołami. On sprzedaje marzenia – najlepiej w ratach 0%.
Skąd się biorą?
Nikt nie wie. Być może objawił im się duch Steve’a Jobsa, może przeczytali jedną książkę o marketingu i postanowili „dzielić się wiedzą”. Ale tak naprawdę, biznes ich życia to sprzedawanie Ci tego, jak niby zrobili biznes życia.
Sukces? Oczywiście! Dowody? Slajdy, screeny, „realne przykłady”.
Firma? Jest – zarejestrowana na babcię.
Doświadczenie? Kilka kursów na Udemy i konto na LinkedIn.
Zasada numer 1: „Jeśli nie umiesz, nauczaj”
Ich ulubiony model to biznes na kursach o tym, jak robić kursy.
Webinar o tym, jak zarabiać na webinarach.
Szkolenie o tym, jak zarobić na szkoleniu.
I nie, to nie żart. To perpetuum mobile ściemy.
Nie muszą nic umieć – wystarczy, że umieją mówić, że umieją. Do tego kilka trików NLP, trzy anegdotki z życia i obowiązkowy cytat z Elona Muska (nawet jeśli wyrwany z kontekstu – brzmi poważnie).
Zasada numer 2: „Zamknij oczy i płać”
Reklama zawsze wygląda podobnie:
„Przez 10 lat pracowałem na etacie. Teraz zarabiam więcej w tydzień, niż kiedyś przez cały miesiąc. Chcesz wiedzieć jak? Zapisz się na mój darmowy webinar!”
Darmowy – ale z formularzem rejestracyjnym, newsletterem, lejkiem sprzedażowym i finałem w postaci „oferty, która już nigdy się nie powtórzy (aż do następnej soboty)”.
Cena? Tylko 1 497 zł, w promocji 297 zł.
Zawartość? 70% motywacyjnego bełkotu, 20% oczywistości, 10% cytatów z Instagrama.
Wartość rynkowa? Jak woda z kranu w butelce z napisem „premium”.
A Ty nadal pracujesz na etacie, frajerze
Bo tu nie chodzi o to, żebyś się czegoś nauczył. Chodzi o to, żebyś uwierzył, że też możesz. I kupił pakiet PRO. I dołączył do „społeczności ludzi sukcesu”, gdzie wszyscy udają, że coś osiągnęli – i wszyscy sprzedają sobie nawzajem webinary.
Bo przecież najłatwiej być ekspertem w świecie, gdzie nie da się zweryfikować, czy naprawdę coś osiągnąłeś.
Milionerzy bez dowodu
W realnym biznesie trzeba ryzykować, produkować, zatrudniać, płacić podatki, walczyć z konkurencją i – co najgorsze – być odpowiedzialnym.
Ale po co to wszystko, skoro wystarczy mikrofon, Canva i Excel, w którym zawsze da się wstawić sześciocyfrowy zysk „symulowany”?
To już nie biznes.
To sztuka sprzedaży złudzeń.
A najbardziej dochodowym produktem XXI wieku jest marzenie o sukcesie.




