Pana najnowsza książka “Wizje roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb” to wnikliwa podróż po niezwykłym i magicznym świecie przeróżnych roślin. Czy w celu poznania opisywanych rośli, wyruszył Pan w podróż po świecie, aby zgłębić ich tajemnice?

Tak! Chociaż aby odebrać cenne lekcje wystarczy pełna szacunku obecność w dzikim lesie, na polanie albo przydomowym ogródku. A czasami nawet w domu, przy doniczce. Sporo nauczyłem się w lesie amazońskim, ale nie jest to lepsza wiedza od tej zdobytej na dolnośląskiej wsi. Zatem podróże: zdecydowanie tak. Zarówno te nad rzekę, do lasu, by uczyć się tam gdzie rośliny żyją dziko i w wolności, ale również te dalsze, by wziąć udział w ceremonii z rośliną w naszym kraju uznawaną za nielegalną, taką jak kaktus wachuma zwany San Pedro czy ayahuaska.

Co było największym impulsem do zainteresowania się bliżej roślinami i ich właściwościami?

Gdy myślę o tym teraz to przychodzi mi do głowy słowo dojrzałość. Ku jasności, cały czas się uczę i na tym również polega w moim poczuciu przyjemność z bycia tutaj na Ziemi, ciągłej nauce. Jednak człowiek, którym jestem dojrzał do tego by rozpoznać, że to rośliny utrzymują mnie przy życiu. Że mają świadomość i język, który nauka dopiero uczy się rozpoznawać. Jesteśmy najbardziej dominującym gatunkiem na naszej planecie, a zarazem jednym z najmłodszych gatunków. Rośliny znają tę ziemię od milionów lat, wytworzyły liczne strategie przetrwania. Ich wiek życia dochodzi do tysięcy lat – niekiedy 80 000 lat jak w przypadku gaju Pando, zwanego Drżącym Gigantem. Ten impuls to tak naprawdę mieszanka miłości, zachwytu, wdzięczności i właśnie dojrzałości. Przecież poranna herbata, a dla kogoś kawa, ale też dżem, bawełniana koszula, drewniana futryna drzwi, lekarstwa, maści, ziemniaki, kapusta kiszona, czereśnie, maliny, tlen – to wszystko pochodzi od roślin. Dojrzałość zachęca by rozpoznać kto utrzymuje nas przy życiu i zrobić to uczciwie. Wtedy rozpoczyna się fascynując przygoda, w której nie jestem tylko biorcą. W tym senie przestaję przypominać dziecko, które musi być karmione by przeżyć, a zmieniam się w dojrzałą osobę, która rozpoznaje, że karmiąca nas istota, Ziemia, jest żywa i zamieszkana przez ogrom, pozaludzkich żywych istot. A te mają nie tylko swoje ciała, odmienne od naszych, ale również swego ducha.

Jaka jest najważniejsza rola roślin w życiu człowieka i jednocześnie najbardziej niedoceniana oraz ignorowana przez współczesne społeczeństwo?

Jedna? Nie wydaje mi się by można było wskazać jedną taką roślinę. Niedoceniane są te rośliny, które nazywamy chwastami. Słowo to służy umniejszeniu. Wiemy co to znaczy gdy nazwiemy drugiego człowieka chwastem. A zatem słowo to niesie w sobie ogromny, niszczący emocjonalnie ładunek. Żadna roślina nie jest chwastem, tak samo jak żaden człowiek nie jest nielegalny. I odwrotnie, w zdrowym społeczeństwie żadna roślina nie powinna być nielegalna, i żaden człowiek nie powinien być nazywany chwastem. A konkretnie: na przykład mniszek lekarski. Jego korzeń ma właściwości podobne do żeń-szenia. Kwiaty nadają się do przygotowania leczniczych syropów pomocnych zwłaszcza przy suchym, uporczywym kaszlu. W liściach bogactwo białka, węglowodanów i lipidów. Liście mniszka zawierają więcej błonnika pokarmowego i aminokwasów od szpinaku i sałaty.  Niedoceniana jest również babka zwyczajna, czy jeżówka. Gdy byłem w Peru poznałem opowieść o Sachamamie, królowej dżungli. Sachamama to z jednej strony pramatka, prastare drzewo ukryte w prastarym lesie, z drugiej strony to wąż o dwóch głowach – jedna głowa pożera własny ogon, druga głowa wysuwa się w kierunku nieba. Nie jest możliwe racjonalne odczytanie tej opowieści. Dla mnie to opowieść o Pachamamie, czyli mamie Ziemi jak mówili w plemieniu Shipibo. I na tej mamie Ziemi gdzieś w sercu lasu rośnie Sachamama, prastare drzewo, którego człowiek nie znajdzie dopóki wchodzi do lasu z zamiarem ścinania drzew lub brania.

„Ilustracja Urszuli Żędzian z książki „Wizje roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb”.

Stosowanie wielu roślin jest zabronione. Na które z nich powinno się jednak zwrócić większą uwagę i zezwolić na ich sprzedaż i stosowanie?

W Europie palenie tytoniu znajduje się na drugim miejscu wśród przyczyn ciężkich zachorowań i uważa się je za czynnik rozwoju ponad 12% chorób. Z powodu alkoholu – picia, prowadzenia pod wpływem alkoholu, przemocy rodzinnej stosowanej pod wpływem alkoholu – każdego roku umierają tysiące osób, a cierpią kolejne. To legalne substancje. A zatem na straży prawa określającego jakieś rośliny czy substancje za nielegalne nie zawsze stoi dbałość o zdrowie. W moim poczuciu żadna roślina nie powinna być zabroniona, to dosyć absurdalne. Wszyscy wiedzą, że kwitnie czarny rynek i to co zakazane sprzedawane jest nielegalnie. Natomiast uważam, że o roślinach takich jak konopie czyli marihuana, czy grzybach takich jak łysiczka lancetowata zawierająca psylocybinę, powinno się uczyć, edukować, uświadamiać. U nas nie jest legalne korzystanie z ibogainy, która ma moc przerwania najsilniejszych uzależnień, nawet tych od heroiny.  Jednak można z tego skorzystać na przykład w Portugalii. Z tego powodu wszystkie te rośliny szczegółowo opisałem w swojej książce dodając setki przypisów, odwołując się licznych badań naukowych w leczeniu nowotworów, bóli neurotropowych ale też tak zwanych chorób cywilizacyjnych takich jak depresja, czy stany lękowe. 

Na co naraża się człowiek, żyjący w świecie bez roślin?

Dla człowieka nie istnieje życie poza światem roślin. Również osoby mieszkające w mieście albo zamknięte w więzieniach o zaostrzonym rygorze korzystają z roślin – tych podawanych do posiłków, tych zmienionych w ubrania, lekarstwa czy tlen. Zarazem właśnie doświadczenie braku kontaktu ze światem roślin zazwyczaj jest doświadczeniem utraty wolności do świadomego życia, kreowania i tworzenia, satysfakcji, poczucia sensu. Człowiek, który nie podjął przyjemnego wysiłku rozpoznania w roślinach żywych stworzeń naraża się na ryzyko braku pełni. A to często oznacza pustkę, stany lękowe, smutek, brak poczucia kierunku w swoim życiu. To trochę tak jakby żyć i przeoczyć połowę oferty składanej przez życia. Tak jakby minąć się w pośpiechu z osobą, w której moglibyśmy się zakochać i wspólnie spędzić całe życie. Dopóki pytam siebie co mogą mi dać rośliny, jak smakują, jak je wykorzystać w kuchni albo leczeniu, nie daję sobie szansy poznać bliskich krewnych, bez których przecież moje życie nie jest możliwe.

Czy śmierć roślin może być odczuwana przez człowieka podobnie jak bliskiej osoby?

Tak. Właśnie słowo bliskość, o którym Pan wspomniał, jest tutaj kluczem. Przecież każdego dnia umiera wiele osób na naszej planecie, i ich śmierć zazwyczaj nas nie dotyka. O doświadczaniu straty decyduje jakość więzi, zbudowanej relacji, głębia zaangażowania. Z ludźmi zazwyczaj jest łatwiej, prościej, tego nas zresztą nauczono. Pochodzimy z łona, ciepła matczynego brzucha. Ludzkie ręce przywitały nas na świecie. Zrozumiałe jest, że z przedstawicielami swego gatunku zazwyczaj tworzymy szybsze relacje, głębsze. Mamy jednak tę zdolność przyjąć do rodziny psa, kota, żółwia, rybę, roślinę. Utrata ukochanej istoty to między innymi ból, poczucie straty. Są drzewa, które przywitały mnie na tym świecie i zostaną na tym świecie, gdy człowiek którym jestem przestanie istnieć. Są drzewa, za którymi płakałem w okrutnym dygocie. Tak, żałoba po utracie ukochanej istoty nie jest opowieścią o skórze tej istoty, o tym czy miała dwie nogi, cztery łapy czy trzymała się korzeniami ziemi. To raczej opowieść o miłości, która nas spotkała.

„Ilustracja Urszuli Żędzian z książki „Wizje roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb”.

Jeśli miałby Pan moc sprawczą w zakresie zmiany prawa, to jakie przepisy wprowadziłby Pan w zakresie ochrony roślin?

Podoba mi się Pana pytanie! Po pierwsze uznanie Turnickiego Parku Narodowego, którego od lat domaga się polskie społeczeństwo! I Parku Narodowego Dolnej Odry. Po drugie uznanie rzeki Odry za osobę prawną – jestem inicjatorem tej kampanii, którą do dzisiaj poparło ponad 9 tysięcy osób. Kolejne to uczynienie marihuany legalnej w Polsce i do tego szereg kampanii opisujących jej właściwości lecznicze i ryzyko z korzystania z tej rośliny bez szacunku, na przykład łączenia jej z alkoholem. Podobnie zrobiłbym z łysiczką lancetowatą i wszystkimi innymi roślinami, zwłaszcza tymi, które w różnych miejscach świata służą do leczenia, uzdrawiania, prowadzenia terapii i ceremonii. Ale skoro dał mi Pan moc sprawczą to na już uznałbym 25% powierzchni Polski za Park  Narodowy, który człowiek mógłby zwiedzać a drugie 25% uznał za Park Narodowy objęty bezwzględną ochroną, a zatem zwrócony dzikiej naturze. To znaczy, że ziemie te, łąki, wzgórza, lasy, rzeki i polany byłyby zajęte przez rośliny i zwierzęta, pozaludzkie istoty, które mogłyby tam żyć w spokoju, zgodnie z prawami natury, bez śladów czy zapachu człowieka. W ten sposób zrealizowałbym już starą idee opisaną przez nagrodzonego Pulitzerem biologa i pisarza Edwarda O. Wilsona, który w książce „Pół Ziemi. Walka naszej planety o życie” wyjaśnia, że oddanie połowy Ziemi dzikiej naturze jest odpowiedzią na kryzys klimatyczny, a nam, ludziom, wciąż wystarczy miejsca na życia czy uprawy żywności.

W krajobrazach miast zauważalna jest wszechobecna betonoza. Jakie rośliny umieściłby Pan w idealnej wersji miejskiego rynku, tak aby mogły pomóc w lepszym życiu mieszkańców?

Niedawno profesor Urszula Zajączkowska opowiadała o tym jak drzewa w mieście cierpią. Zazwyczaj zastanawiamy się jak ich użyć, gdzie posadzić i które, by dawały nam cień, owoce, orzechy lub cieszyły oczy. Aby zrobić to uczciwie, dobrze rozpoznać, że drzewa w mieście zazwyczaj cierpią. Potwierdza to nauka ale przecież wystarczy chwila refleksji. Spaliny, ciągłe uszkadzanie kory, przycinanie albo brak dostępu do żyznej, bogatej w naturalne składniki gleby. W pewnym sensie przypomina to uprowadzonego człowieka, i sprzedanego do cyrku, gdzie może być podziwiany. Zarazem tak, to bardzo cenne by w miastach były drzewa. Potrzebne nam na pewno szanowanie tych, które już rosną – im starsze tym lepiej. Na stuletnim buku znajduje się około 800 tysięcy liści, a z tlenu który wytwarzają może skorzystać około 50 ludzi. Badania naukowe potwierdziły również, że stary, duży buk produkuje mniej więcej tyle tlenu co tysiąc siedemset 10letnich, młodych buków. Tę wiedzę powinni już dawno przyswoić ci w Lasach Państwowych, którzy twierdzą, że wycinanie starych drzew i sadzenie nowych jest dbaniem o las, bo nie jest. Dobrze sadzić drzewa w określonym miejscu, które należą do tego miejsca. Wymaga to sprawdzenia roślinności, która poprzedzała miasto. Czy to ziemia dębów, buków a może sosny, czy świerka. Tak by i drzewom było dobrze, i ludziom, którzy są obok nich.

Wśród roślin są te które pomagają oraz te które szkodzą. Jakie rośliny są największym zagrożeniem dla człowieka i bardzo często nie zdajemy sobie z tego sprawy?

Rośliny nie rzucają się na ludzi i im nie szkodzą. To nasz brak świadomości czy wiedzy powoduje, że możemy ucierpieć wskutek korzystania czy spotkania z określonymi roślinami. Taki arcydzięgiel, który stosowany jest przy wyczerpaniu, problemach ze snem, osłabieniu czy bólach głowy to potężna roślina. Jego korzeń zawiera sporo olejku eterycznego. Jednak coraz rzadziej można spotkać dzikiego arcydzięgla, bo wiele osób myli go z trującym bluszczem kaukaskim albo barszczem Sosnowskiego. Wie Pan, można powiedzieć, że pokrzywa jest dla nas zagrożeniem, bo parzy, a jeżyna jest niebezpieczna, bo ma ostre kolce. Można również uznać, że parzydełka i kolce istnieją z określonego powodu, poznać ten powód i nie pchać się tam gdzie rosną. A zatem odpowiadając na Pana pytanie, to człowiek jest największym zagrożeniem dla roślin, te masowo wymierają.

Czego ludzie mogą nauczyć się od roślin?

To zależy od której. W mojej książce poza opracowaniami naukowymi jest 51 wizji, wszystkie one są próbą spotkania z rośliną, jej nauką. Można uczyć się od rośliny traktując ją jak partnerkę życia – wiele osób ma taką relację na przykład z określonym drzewem. I to moim zdaniem powinno być pierwsze – rozpoznawanie do kogo się zbliżam, jak ten ktoś rośnie, jak na przykład zasysa wodę przez 30 metrów grubego drewna, wbrew grawitacji, by dostarczyć go do rosnących w koronie liści. To przecież fascynujące jak drzewa piją. Rośliny uczą tego jak różny jest czas i że nasz ludzki kalendarz nie jest jedynym obowiązującym na naszej planecie. Czas roślin, czas kamieni czy czas ludzi różnią się między sobą. Wykonanie tego pierwszego kroku – rozpoznania w roślinie kogoś więcej niż pokarmu, lekarstwa lub tła życia, otwiera drzwi do uczenia się bezpośrednio od roślin. Gdy w książce opisuję, że one mówią, komunikują się nie mam przecież na myśli metafory, baśni albo mojej wyobraźni, ale możliwość nauczenia się języka roślin. To chyba kuszące, skoro już tu jesteśmy, poznać język roślin, albo chociaż podjąć uczciwą próbę. Wierzę, że lektura mojej książki może być pierwszym krokiem na tej drodze.

Jak wyglądałaby i jakimi właściwościami wyróżniałaby się roślina, którą mógłby Pan dowolnie stworzyć?

To mnie Pan zaskoczył. Byłaby zielona i potrafiłaby latać jak ptaki, i miałaby moc nurkowania. Byłaby absolutnie nieuchwytna przez człowieka, jednak nie byłaby pasożytem. Nie miałaby w sobie nic z dominacji i nic z posłuszeństwa. Byłaby wolna i niezależna. Miałaby również moc przekraczania opowieści umysłu i innych, ludzkich opowieści. W tych chwilach przekroczenia umysłu dawałaby ludziom wizje, w których Ci czuliby się bezwarunkowo kochani a zarazem w pełni świadomi, że drzewo, rzeka, las, ziemia, kos, jeż, mech to żywe istoty, które mają takie samo jak człowiek prawo do życia.

Z jakich roślin stworzyłby Pan wyspę, na której mógłby organizować szkolenia i konsultacje i dzięki temu pomagać ludziom w nawiązywaniu bliższej relacji z roślinami?

Och takie wyspy już są. Zaprasza Pan moją wyobraźnię do pięknych podróży. Każda wyspa, na której człowiek byłby wyłącznie nieinwazyjnym gościem, szybko zmieniłaby się w tętniącą życiem i zdrowiem wyspą. Być może niektóre potrzebowałyby na początku naszego wsparcia poprzez przywrócenie rdzennych roślin. Przypominam sobie z ogromną nostalgią pobyt na wyspie Urupukapuka w Nowej Zelandii – tętniła życiem. Albatrosy miały swoje gniazda na włochatych drzewach porastających strome zbocze otoczone morzem. Pamiętam również pobyt na Wyspie Wielkanocnej, która przez ludzkie działania zmieniła się w wielu obszarach w wymarłą. Zlikwidowano zarówno roślinność jak i domy wielu ptaków. O tym z kolei znacznie więcej piszę w mojej poprzedniej książce pod tytułem „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”.

„Ilustracja Urszuli Żędzian z książki „Wizje roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb”.

Dotykając egzemplarza książki “Wizje roślin” można odnieść wrażenie, że sama nią jest i żyje jak roślina – wszystko dzięki jej wydaniu. Czy cały koncept publikacji był zaplanowany ściśle od A do Z – czy też finalna wersja jest kwestią procesu i spontaniczności?

Gdy zadzwoniła do mnie Pani Joanna Laprus, redaktor naczelna wydawnictwa Świat Książki z propozycją napisania tej książki od razu zgodziliśmy się, że chcemy pięknej książki. Takiej, po którą człowiek z przyjemnością sięgnie. Miała przypominać stare zielniki, grube księgi pełne dobrych zaklęć. Miała być hołdem dla roślin ale i zawierać w sobie sporo merytorycznej wiedzy. Ogromna w tym zasługa Urszuli Żędzian, która stworzyła okładkę ale też 51 odręcznych, bardzo bogatych ilustracji. Szereg z tych ilustracji również jest językiem, formą rozmawiania z osobami czytającymi. Urszula ukryła w ilustracjach nie tylko swoją wrażliwość, ale i symbole, znaki. Faktycznie to najpiękniejsza wizualnie z wszystkich moich książek.

Na koniec proszę przekazać naszym czytelnikom myśl, która zachęci ich do bliższego kontaktu z roślinami i zaprzyjaźnienia się z nimi na co dzień.

Stawia Pan tu przede mną zadanie, które skłoniło mnie do napisania tej liczącej ponad 600 stron książki. To właśnie „Wizje Roślin” są odpowiedzią na to pytanie. Zachęcenie do autentycznej relacji z roślinami, które nie mają przecież dłoni czy oczu to wyzwanie. Myślę, że wymaga czasu ale też różnych narracji. Tej naukowej, tej pełnej emocji, ale również baśni, gawędy. Przydadzą się również przepisy, ciekawostki, piękne ilustracje. Po to powstała książka. A gdyby miał to być jedna myśl: uważam, że zasługują na uwagę te i ci, dzięki którym mogę żyć.

Robert Rient  – pisarz, dziennikarz, aktywista, inicjator uznania Odry za osobę prawną, szaman. Właśnie pojawiła się jego najnowsza książka „Wizje Roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb”. Autor książek: „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”, „Świadek”, „Chodziło o miłość” i powieści „Duchy Jeremiego”. Współpracuje z magazynem „Sens”. Publikował m.in. w magazynach „Duży Format”, „Focus”, „Przekrój” „Sekrety Nauki”, „Traveler”, „Wysokie Obcasy”, „Zwierciadło”. Autor cyklu „Ludzie listy piszą” dla „Przekroju” jako prof. Janina Bełkotska. Prowadzi Szkołę Szamanizmu, Kursy Podstaw Praktyki Szamanizmu dla początkujących i zaawansowanych. Autor podcastu „Spokojna Miłość”.  Więcej na www.robertrient.pl

Autorką zdjęcia głównego jest Agnieszka Cytacka

One Comment
  1. Świetny człowiek, merytorycznie, czule i mądrze! Po prostu. A poza tym ten człowiek naprawdę pomaga innym, ludzi uzdrawia, ale też robi coś dla dzikiej natury. Świetna rozmowa.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *