Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Adamem Zdanowiczem – właścicielem firmy Mad Bicycles – produkującej zjawiskowe rowery customowe. Pytamy o powstanie i początki pracowni, prowadzenie nietypowego biznesu w naszym kraju, fascynujące projekty i kwestie prywatne.

Opowiedz proszę jak doszło do powstania firmy Mad Bicycles?

Pierwszą styczność z rowerami customowymi – czyli takimi, które są tworzone na zamówienie – miałem w liceum. Wtedy znajomi poprosili mnie – ponieważ zajmowałem się filmowaniem i fotografią – żebym wyskoczył razem z nimi i nagrał jak jeżdżą na rowerach customowych. Takich białostockich chopperach, które sami stworzyli. Poprosili mnie, abym sfilmował jak jadą na masie krytycznej, czyli takim comiesięcznym przejeździe rowerzystów przez miasto. Ja się zgodziłem – tylko powiedziałem – że nie mam takiego roweru i może znaleźliby coś dla mnie. Powiedzieli że nie ma sprawy i żebym wpadł do ich garażu, dali mi takiego małego długiego chopperka, który przypominał trochę przerobionego BMX’a. Usiadłam na nim, położyłem ręce na kierownicy i zakochałem się. Poczułem że to jest to i muszę mieć taki rower. Minęło trochę czasu, na studiach zrobiłem swój pierwszy rower – studiowałem budownictwo – więc nic związanego z rowerami. Ale na ostatnim roku studiów okazało się, że jest konkurs biznesowy – “Mój Pomysł, Mój Biznes” – zorganizowany przez Politechnikę Białostocką i gazetę Kurier Poranny. Wystartowałem w nim no i… WYGRAŁEM! Okazało się, że wszystko co pokazałem i wszystkie moje pomysły na firmę, w której będę tworzył rowery – na indywidualne zamówienie – przebiły wszystko i całą moją konkurencję. I tak zaczęła się moja nowa ścieżka życiowa. To był piąty rok studiów, zdążyłem się tylko obronić i uciekłem tak naprawdę do warsztatu na wsi – który udostępnił mi ojciec. Od tamtej pory się zaczęło. Był to 2013 rok, a pewne przygotowania merytoryczne doprowadziły, że w 2014 roku otworzyłem swoją firmę i życie potoczyło się już w tym kierunku. Firma Mad Bicycles powstała w maju 2014 roku – za sprawą tego – że nie wiedziałem w co się pakuję. Wygrałem konkurs rok wcześniej i stwierdziłem, że to będzie moja droga, i na pewno tego nie żałuję. 

Jakie były największe wyzwania i trudności w trakcie jej prowadzenia?

Na pewno nauka – nauka wszystkiego od początku. Po studiach miałem tylko jakąś podstawową wiedzę akademicką. Nie znałem sposobów zarządzania ludźmi, nie znałem sposobu prowadzenia firmy i jak to należy robić. Tym bardziej, że firmy produkcyjne prowadzi się inaczej niż czysto usługowe. Z biegiem czasu zauważyłem, że młodych ludzi, otwierających firmy stricte produkcyjne – bez jakiegoś kapitału rodzinnego lub dziedziczenia firmy po kimś – jest bardzo mało, ciężko takich ludzi spotkać. Wszystkiego musiałem nauczyć się od początku. Oczywiście zawsze były jakieś potknięcia, jakaś nauka – co zawsze doceniałem. Zeszły rok nie był łatwy, nawiedziła nas pandemia i sprzedaż rowerów w pewnych sektorach się zmieniła – szczególnie w sektorze luksusowym. Natomiast cały czas szukałem rozwiązań, jak można sobie poradzić. Oczywiście finanse i to jak sobie radzić w kwestiach finansowych, było ogromną lekcją dla mnie. Najważniejsze jest to, że tak naprawdę udało nam się przetrwać te 8 lat od 2013 roku. Przez ten czas zbudowałem zespół osób, z którymi mam przyjemność pracować. Chyba najważniejszą lekcją było to, że cokolwiek by się działo – nie wolno się poddawać. Jeżeli pojawiają się jakieś trudności, trzeba na spokojnie stawić im czoła i zastanowić się – w jaki sposób mogę rozwiązać problemy – które się pojawiają. Oczywiście, każdy rower, który tworzymy sprawia, że czasem musimy zrobić krok w tył, żeby zrobić krok do przodu. Natomiast staramy się sobie z tym radzić i na pewno nie zniechęca to do kolejnych projektów – pomimo tego – że widzimy, że jakaś droga jest po prostu ślepą ulicą – to drugi raz staramy się do niej nie wchodzić.

Jaki był przełomowy moment w historii firmy, dzięki któremu zacząłeś wierzyć w powodzenie swojego przedsięwzięcia?

Na pewno sam początek był bardzo motywujący, ponieważ wygrywając konkurs biznesowy, wygrałem 10 000 zł – co dla studenta było ogromną sumą – astronomiczną wręcz. Była to motywacja do tego, żeby rozpocząć działalność. Uwierzyłem w to, że można to robić. Potem miarowo robiłem swoje i na pewno pierwsze zamówienie komercyjne dla kibiców Jagiellonii Białystok, kibiców Tomka Frankowskiego – który kończył karierę – było bardzo motywujące. Ponieważ zaufano mi, że mogę zrobić coś wyjątkowego. A potem poszczególni celebryci odzywający się do nas – Michał Szpak, Robert Markiewicz z zespołu Organek, Zbigniew Hołdys, Slash z Guns N’ Roses – który ma dwa rowery – jeden od Dody, a drugi zamówił dla swojej dziewczyny. To były takie momenty, które naprawdę popychały do przodu. Oczywiście każdy zrealizowany rower bardzo motywuje, każdy to taki kamień milowy i wielkie osiągnięcie. Ale chyba takie podsumowujące momenty – to też te w których udało się zaprzeczyć gdy ktoś mówił, że czegoś nie da się zrobić. Chociażby, pamiętam jak opowiadałem ludziom, że zrobimy rower z lodu, to pukali się w głowę. A kiedy zrobiliśmy ten rower i nagraliśmy film jak powstaje rower z lodu, to nagle wszyscy oszaleli i był to strzał w dziesiątkę. Nawet Marszałek województwa udostępniał filmy z tym rowerem. W 2019 roku, oprócz tego roweru z lodu, zrobiliśmy premierę w Las Vegas na światowej wystawie rowerów customowych. Premierę złotego roweru Materialize, który ma całą karoserię wydrukowaną w 3D z plastiku i jest elektryczny. Wtedy ten rower wygrał główną nagrodę, i też pokazał na co nas stać. To podkreśliło pozycję Polaków a szczególnie mojej pracowni – która jest obecnie największą pracownią w Polsce – i prawdopodobnie największą pracownią rowerów customowych w Europie. To było niezaprzeczalnie coś istotnego.

Ile kosztował Twój najdroższy projekt?

Na to pytanie można by tak naprawdę odpowiedzieć na różne sposoby. Ponieważ czasami, jest to coś więcej niż tylko rower, np. jakaś otoczka wokół roweru. Powiedzmy, że mamy doświadczenie w tworzeniu rowerów za 40 000 zł. To zależy, co kto rozumie poprzez projekt customowy – są to realizacje, które nie mają sufitu finansowego. Zdarzało się, że robiliśmy coś dużo droższego, sam złoty rower jest wart milion złotych – stoi teraz w Galerii Jurowieckiej w Białymstoku, jako element naszego showroomu – i oczywiście jest na sprzedaż.

Co Cię inspiruje do tak odjechanych projektów?

Jeśli chodzi o inspiracje, to nie poszukuję ich wyłącznie wśród retro motocykli, tak jak wiele osób to robi. Staram się szukać inspiracji wśród sztuki nowoczesnej lub w modzie – tak naprawdę, rozglądając się, pomysły można znaleźć wszędzie – tylko trzeba być czujnym. Wystarczy się skupić i pozwolić myślom i otaczającym obrazom przepływać przez siebie. Uważam, że natchnienie czeka za rogiem. Wystarczy, że wezmę jakiś długopis lub ołówek do ręki. Gdy zacznę coś szkicować, okazuje się, że nagle udało się zredefiniować rower. Było tak na przykład w przypadku roweru Ambigram, który narysowałem – jest to rower, który do góry nogami wygląda tak samo. Można powiedzieć, że geometria tego roweru jest dosyć magiczna.

Jakie masz plany rozwoju firmy w przyszłości?

Jeśli chodzi o rozwój, to ta ścieżka cały czas się zmienia, ponieważ w tym roku otrzymałem dofinansowanie na innowacje z PARP – na realizację badań, pod kątem roweru dla dzieci niskorosłych z achondroplazją – więc jest to coś bardzo wielkiego i ważnego. Ponieważ rowery customowe nigdy nie szły w tym kierunku. Więc złote, srebrne, elektrycznie rowery jak do tej pory, rowery stylizowane, tematyczne – to jest nasza specjalizacja. Kto wie, być może będą to rowery seryjne.

Czy planujesz wdrożenie nowych produktów, których jeszcze nie ma w ofercie Mad Bicycles?

Oczywiście, planuję też stworzenie nowych linii rowerów. Czas pokaże jakie będziemy mieli możliwości, ale jeżeli chodzi o wprowadzanie jakichś innowacji technologicznych, to mamy pewne swoje przemyślenia i wnioski. Szczególnie jeśli chodzi o rowery mniej awaryjne niż standardowe. Poszukujemy nowych rozwiązań, nie zawsze musi to być rower z lodu. Cały czas rozglądamy się za tym, aby wzbogacić nasze rowery tak, aby bardziej wyróżniały się na tle konkurencji. Tej konkurencji nie jest zbyt wiele, jeśli chodzi o naszą ligę – staramy się tak naprawdę – być ligą samą w sobie i oczywiście marką. Ta nisza w której jesteśmy, powiedzmy, że my powoli z niej wypływamy i poszukujemy nowych lądów które możemy zasiedlić.

Zaprojektowałeś rower dla Slasha z zespołu Guns N’ Roses oraz jego dziewczyny. Przybliżysz nam kulisy powstawania tych projektów?

To były niesamowicie emocjonujące projekty, których nigdy życiu bym się nie spodziewał. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że zrobię rower dla Slasha  – jednego z moich idoli – z jednego z najważniejszych zespołów których słuchałem, to byłby dla mnie wówczas kosmos. Stało się to już taką normalnością – to jest piękne i bardzo to doceniam, ponieważ nie wolno traktować rzeczy, które się otrzymało jako pewniki. Pierwszy rower dla niego zamówiła Doda, która przez naszą wspólną znajomą dowiedziała się, że tworzę rowery. Ten rower jest w kształcie gitary, na której gra Slash – B.C. Rich Mockingbird – i zawiera wszystkie elementy które kocha – czaszki, węże, elementy gitarowe i to wszystko co jest mu bliskie. Co najważniejsze, Slash jeździł w dzieciństwie prawie zawodowo na BMX’ie. Dlatego rowery, to jest coś co jest bliskie jego sercu. Więc jeśli chodzi o ten projekt, to po jego zrealizowaniu i wręczeniu na koncercie Guns N’ Roses w Polsce – Slashowi tak się spodobało to co robię – że potrzebował czegoś więcej i zamówił rower dla swojej dziewczyny, która jest wielką fanką kawy. Przedstawiłem mu koncepcję roweru kawowego, który miał pedały w kształcie ziaren kawy i zębatkę ze wzorem, który wylewa się mlekiem. Miał także dźwignię zmiany biegów zrobioną z prawdziwej kolby od ekspresu do kawy. Kiedy jego dziewczyna otrzymała ten rower w Kalifornii na spotkaniu – na którym byliśmy oczywiście we trójkę – to odleciała totalnie – to było coś wielkiego. Te rowery to były wielkie przygody i coś niesamowitego. Do końca życia zapamiętam te chwile. Dało mi to do myślenia, co oznaczamy jako pracownia rowerowa.

Poza rowerami dla Slasha zaprojektowałeś jeszcze rowery dla innych gwiazd. Z kim współpracowało Ci się najlepiej?

Myślę, że było kilka osób które zapadły mi w pamięć. Zaczęło się od perkusisty zespołu Organek – Roberta Markiewicza, który jest niesamowitym fanem marki Mad Bicycles i uwielbia to co robimy. Ja natomiast podziwiam jego pracę i wywiązała się z tej współpracy świetna przyjaźń. Dogadaliśmy się niesamowicie i on cały czas jeździ na naszym rowerze. Jest to coś wielkiego dla mnie, to był dla mnie pierwszy taki człowiek ze  świata muzyki, który pokochał to co robimy. Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje Aleksander Milwiw-Baron, jest to niesamowita persona, jeśli chodzi o show-biznes i naprawdę fajny człowiek. Świetny człowiek, który chce pomóc i jest niesamowicie ciepły i otwarty. Więc na nich dwóch zawsze można było liczyć. Oczywiście nie mówię, że czegoś brakowało innym celebrytom. Slash też bardzo fajny człowiek – dobry mamy kontakt – i Michał Wiśniewski to też taka fajna persona – jest bardzo konkretny i skromny i można się z nim naprawdę fajnie dogadać.

Jak wspominasz współpracę z TVN podczas produkcji reportażu?

Każda współpraca z telewizją wyglądała fajnie i doceniam każdą z nich. Jestem bardzo wdzięczny, że Polacy chcą promować Polaków – i że jest taki nurt myślowy jak lokalny patriotyzm i wspieranie inicjatyw lokalnych.

Podobno pandemia spotęgowała i spopularyzowała jazdę na rowerze. Jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?

Na pewno pandemia wpłynęła na kulturę jazdy rowerem i sprzedaż rowerów. Jeżeli chodzi o naszą niszę rowerów luksusowych i designerskich – tworzonych na zamówienie – to tutaj na pewno zauważyliśmy zmiany. Przez jakiś czas był paraliż rynku. Natomiast nasi koledzy amerykanie byli otwarci na zamawianie nowych rzeczy i zaczęliśmy obsługiwać bardziej klientów za oceanem. Na początku tego roku z kolei, jeżeli chodzi o sprzedaż, to wszystko się odmroziło i szczególnie Panie zaczęły zamawiać rowery biało-złote. Zeszły rok nie był najbardziej owocnym rokiem, ale wszystko jest w porządku i karawana jedzie dalej.

Planujesz globalną ekspansję czy skupiasz się w większości na rodzimym rynku?

Tak jak powiedziałem, staramy się sprzedawać do różnych krajów poza Polską. Natomiast mamy wiernych klientów w Polsce i mamy klientów w USA, którzy lubią nasze wyroby i cenią sobie nasz design – bardzo szanują to co robimy. Polacy lubią zamawiać kompletne rowery, zbudowane od samego początku do końca, od szkicu na kartce do finalnego produktu. Natomiast Amerykanie preferują zamówić ramę, składać ją samemu i pomalować u swoich lakierników – tak jak wolą – i te projekty realizują na przestrzeni kilku miesięcy. Poza tym cały czas działamy w różnych kierunkach i obserwujemy na co jest zapotrzebowanie.

Czy w branży rowerów customowych jest silna konkurencja – jakie są korzyści i zagrożenia w tak nietypowej branży?

Branża rowerów customowych to nieduża branża, wręcz nisza. W tej niszy są pewne zależności i zjawiska, z którymi trzeba nauczyć się sobie radzić. Na pewno istotne jest to, że ta nisza rozszerza się dosyć powoli i szczególnie za oceanem przeżywa swój rozkwit. Tutaj w Polsce, ludzie dopiero się uczą czym jest rower customowy. W Europie już lepiej to rozumieją, natomiast wiele osób pierwszy raz spotyka się z takim rowerem, kiedy widzi MAD rower. Jeżeli chodzi o konkurencję, to w Polsce istnieje kilka nazwisk, które zajmują się takimi przedsięwzięciami. Natomiast nasza pracownia jest największą jednostką, która realizuje rowerowe projekty customowe. Na świecie i w Polsce zazwyczaj są to osoby dorywczo zajmujące się rowerami customowymi, żeby dorobić sobie w ten sposób. My natomiast pracujemy full-time, tworzymy rowery na co dzień – nie zajmując się niczym innym. Chyba. że jest to jakieś hobbystyczne zajęcie. Jeśli chodzi o korzyści, to łatwo jest ogarnąć całą niszę swoją uwagą, ponieważ jest ograniczona wielkością. Natomiast jak to w niszy, zagrożeniem jest to, że ciężko jest  wypłynąć dalej i trzeba szukać innowacyjnych sposobów jak to zrobić. Ja staram się rozglądać, jakie są dalsze perspektywy w które można uderzyć, aby więcej osób zainteresować. Po to są m.in. takie innowacyjne projekty, jak rower z lodu i różne inne, które są w tej chwili wykonywane, ale nie mogę jeszcze o nich rozmawiać.

Jaką jest Twoja ulubiona forma jazdy na rowerze – szosowa, górska, turystyczna czy miejska?

Ja lubię cruising, czyli taką miejską jazdę rekreacyjną. Aczkolwiek, bardzo lubię wyskoczyć raz na jakiś czas za miasto na swoim cruiserze i powoli się przemieszczać, poruszać, zwiedzić i poczuć wiatr we włosach. Nic na siłę – jazda rekreacyjna – tylko i wyłącznie.

Jaka jest Twoja ulubiona forma rozrywki i spędzania wolnego czasu po pracy?

Od 20 lat jeżdżę na deskorolce. Też przez deskorolkę poznałem ludzi, którzy zajmują się rowerami customowymi. Cały czas mam progres, pomimo upływu lat i to sprawia mi ogromną satysfakcję. Oprócz tego też fotografuję. Mam wiele zainteresowań, ponieważ od bardzo młodych lat przetrwały one i gromadziły się – także każdą wolną chwilę poświęcam na realizację swoich pasji.

Na koniec podziel się proszę dewizą lub mądrością którą kierujesz się w życiu.

Cierpliwość, cierpliwość, i jeszcze raz cierpliwość. Każda praca przynosi efekty, jeśli jest wykonywana w sposób systematyczny, cierpliwy i odpowiedzialny. Może na początku nie widać tych owoców pracy, ale potem zawsze się pojawiają, o ile nie poddajemy się i słuchamy konstruktywnej krytyki. Nie hejterów, nie ludzi którzy chcą nam dociąć i chcą nas poniżyć. Jeżeli robimy konsekwentnie swoje, to dojdziemy do rezultatów i uważam, że jestem tego chodzącym przykładem. I nie ukrywam, że staram się dalej – nie poddaję się – mimo tego, że cały czas życie przynosi jakieś przeciwności. Cały czas w biznesie są różne sytuacje – są wzloty i upadki. Trzeba być na to przygotowanym i nauczyć się sobie z tym radzić. Więc, cierpliwość i konsekwencja.

Dziękujemy za udzielenie wywiadu i życzymy dalszych sukcesów w rozwoju pracowni Mad Bicycles oraz kolejnych zapierających dech w piersiach projektów.

Więcej informacji o rowerach customowych znajdziecie na stronie Mad Bicycles:

 

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.