Prawie każdy poczuł ekscytację w momencie otrzymania propozycji nowej pracy. Wybucha zadowolenie, radość i następuje oczekiwanie przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału w karierze zawodowej. Jest cudownie, nowi ludzie, nowe obowiązki i jesteśmy pełni zapału do działania. Tak mija kilka tygodni lub miesięcy i nagle opada kurz po wdrożeniu i poznawaniu ludzi i miejsca zatrudnienia. Okazuje się, że niektórzy ludzie przestają już patrzeć na nas przychylnie i ujawniają swoją prawdziwą naturę. Przełożony również jest tak jakoś mniej wyrozumiały i pomocny. W tym momencie dołączamy do wyścigu szczurów – nie ma przebacz. Nie mówimy tutaj o każdej firmie, ponieważ są wspaniałe miejsca pracy, do których idzie się z ogromną radością. Jednak są też takie, w których każda minuta jest jak wieczność, a naszym szefem jest dementor – jak określa złego przełożonego Kim Scott – autorka książki “Szef wymagający i wyrozumiały”. W tym wpisie zajmiemy się firmami w których panuje niesprzyjająca atmosfera i okropne warunki pracy. 

Nowa osoba pod ostrzałem

Jak to zwykle bywa, każdy ma okres wdrożenia i nauki w nowym miejscu pracy. Musimy poznać specyfikę, charakter nowego stanowiska i swoje obowiązki. Uczymy się nowych programów, procesów i tego za co będziemy odpowiedzialni. Na rozmowie kwalifikacyjnej wstępnie poznaliśmy zakres zadań jakie będą na nas spoczywać i w głowie jawi nam się wizja naszych poczynań. Nagle po jakimś czasie okazuje się, że z handlowca stajemy się logistykiem, księgowym, magazynierem i sekretarką. Wszystko to w ramach jednej pensji i wymiaru godzin zawartego w umowie. Zadań przybywa z godziny na godzinę i z dnia na dzień toniemy w papierach i niezrealizowanych projektach. Narasta frustracja i denerwujemy się, że coś możemy przeoczyć. Liczymy na odsiecz i pomoc współpracowników – niestety ona nie przychodzi – zawalamy kolejne sprawy przy rosnących wymaganiach przełożonych. Katastrofa jawi się na horyzoncie. Coraz większe tempo pracy i pretensje szefa, który ze zdziwieniem obserwuje, że się nie wyrabiamy. Jesteśmy o krok od frustracji.

Zagęszczanie ruchów 

Staramy się pracować coraz szybciej i dłużej. Wydaje nam się, że sytuacja staje się opanowana. Nagle na biurko spada nam kilkanaście nowych tematów – które mają być zrealizowana na wczoraj. Mimo protestów nie jesteśmy wysłuchani. Trudno nam jest nawet wygospodarować przerwę na kawę i zjedzenie kanapki. Ważne, że inni mają czas na sprawdzanie fejsbuka i ploteczki. W końcu jedna osoba może robić tyle co trzy. Natomiast dwie nie są w stanie zrobić tego co jedna – taki urok bycia nowicjuszem – ktoś musi mieć pecha. Dochodzi do tego solidarność starych wyjadaczy, przecież koleżanka koleżanki nie pogodni do pracy. Skoro mogą wspólnie obgadywać prawie całą firmę. Bo tak jest przyjemnie wyładować frustrację i odwrócić uwagę od nieudanej kariery zawodowej lub prywatnych problemów. Najczęściej czekają już od 20 lat aż coś się zmieni w firmie lub ktoś przyjdzie z intratną propozycją większych zarobków, lepszego stanowiska lub nowej pracy.

Moment przełomowy

W sytuacji gdy dochodzi do otwartego konfliktu i nie mamy po swojej stronie nikogo ze współpracowników i dodatkowo szef kibicuje, aby nam dołożyć pod każdym względem – czujemy się bezsilni. Nastaje moment w którym zaczynamy szukać pracy. Kilka tygodni lub miesięcy wytężonych poszukiwań owocuje uzgodnieniem warunków i dogadaniem się z nowym przełożonych. Jesteśmy zadowoleni, ponieważ bez utraty dochodu mamy okazję przejść płynnie do nowej firmy. Podjęliśmy decyzję o opuszczeniu dotychczasowego miejsca i informujemy o tym obecnego przełożonego. Tutaj nagle okazuje się że jesteśmy niezastąpieni i pada pytanie o negocjację wynagrodzenia. Sytuacja jest niezwykle interesująca, ponieważ jeszcze kilka dni temu byliśmy dosłownie nikim i jednym z najgorszych pracowników, który sobie nie może poradzić. Dementor nie może dopuścić do siebie myśli, że pracownik odchodzi z firmy i chce kontynuować swoją karierę u kogoś innego. Padają standardowe zarzuty, że przecież tyle w nas firma już zainwestowała i że nie da się skrócić okresu wypowiedzenia – bo przecież jest tyle pracy że nie ma kto tego zrobić. 

Oczywiście są to absurdalne zagrywki i robienie na złość, byle tylko dokuczyć na samym końcu. Taki szef nie ma za grosz klasy. Jednak trzeba znać swoje prawa i twardo egzekwować swoje postanowienia. Jest na to kilka sposobów. Zostawmy jednak ten temat na kolejne okazje – gdzie zostanie on omówiony szerzej. Teraz pragnę wam życzyć świetnych szefów i miejsc pracy, w których pracuje się z satysfakcją i jest się doceniamy. Istnieją takie i warto się za nimi rozglądać i starać o przyjęcie. A może czas na pracę na własny rachunek i założenie firmy. Jest wiele możliwości, warto otworzyć głowę i chwytać możliwości i wiatr w żagle.  

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *