Marzysz o swobodnej rozmowie po francusku w kawiarni pod Wieżą Eiffla, chcesz prowadzić negocjacje po niemiecku z dokładnością prawnika Bundesbanku, a może marzy ci się small talk po angielsku z precyzją oksfordzkiego profesora?

Nic prostszego! Wystarczy, że klikniesz „kup teraz” i przelejesz 399 zł – i już jesteś na drodze do językowego oświecenia. W 90 dni. Bez stresu. Bez wysiłku. Bez gramatyki. Bez kontaktu z rzeczywistością.

Nie ucz się – chłoń

Nowoczesne metody polegają na:

– oglądaniu seriali z napisami,

– słuchaniu podcastów w czasie snu,

– wklejaniu karteczek na lodówkę,

– afirmacjach w stylu: „I am fluent. I am amazing. I am not delusional.”

Bo przecież język to nie nauka – to wibracja. A najlepiej wibracja twojej karty płatniczej, co miesiąc odnawiającej subskrypcję „kursu, który zmienia życie”.

„Uczyłem się 12 lat w szkole i nic nie umiem” – idealny klient

Ci, którzy oferują te kursy, nigdy nie wspominają o tym, że:

– słówka trzeba powtarzać,

– gramatyka jednak istnieje,

– a „płynność” to nie to samo, co „umiejętność powiedzenia: I like pizza”.

Ale przecież realizm nie sprzedaje się tak dobrze jak hasło: „Mów jak native w 3 miesiące – bez wychodzenia z domu (i bez wysiłku)”.

Gwarancja? Jest – na sukces marketingowy twórcy

Twórcy tych cud-metod rzadko mają wykształcenie filologiczne, ale za to często mają:

– konto na TikToku z poradami językowymi typu „jak NIE mówić”,

– grafiki motywacyjne z cytatem Churchilla,

– i obowiązkową metamorfozę w stylu: „Jeszcze niedawno jąkałem się po polsku, dziś uczę pięciu języków”.

A ich ulubione słowo? „Strategia” – czyli sposób na to, jak opakować banał w złoty papier.

Podsumowanie

Chcesz nauczyć się języka obcego?

Świetnie. Ale jeśli ktoś mówi ci, że zrobisz to w trzy miesiące:

– bez gramatyki,

– bez ćwiczeń,

– bez porażek,

– i bez powtarzania…

To najprawdopodobniej on sam nauczył się jednego języka: marketingowego.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *