Wchodzisz na YouTube. Klikasz w filmik: „10 rzeczy, które zmienią twoje życie w tydzień”. Po pięciu minutach jesteś przekonany, że właśnie odkryłeś sens istnienia, a po dziesięciu… że jednak nie bardzo. Bo gość, który z miną oświeconego mnicha opowiada o tym, jak zarabiać miliony pasywnie, sam najwyraźniej siedzi w wynajmowanym mieszkaniu i pije kawę z kubka „najlepszy wujek”. Witaj w świecie internetowych farmazoniarzy.
Przepis na eksperta: wyglądaj, gadaj, nie musisz wiedzieć
Nie trzeba dziś kończyć uniwersytetów ani mieć dyplomów. Wystarczy dobra kamera, kilka angielskich słówek jak „mindset”, „growth” i „legacy”, tło z biblioteczką i już – jesteś ekspertem od życia, finansów, relacji albo psychologii. W sieci można być kim się chce, a im bardziej pewny siebie jesteś, tym bardziej ludzie ci wierzą. Paradoksalnie – pokora, wiedza i ostrożność w formułowaniu wniosków są oznaką… słabości.
Farmazon internetowy nie waha się nigdy. Nawet jeśli gada bzdury, mówi to z taką pewnością, że człowiek zaczyna kwestionować własne myślenie. I to działa. Bo nikt nie klika w: „To skomplikowany temat, trzeba spojrzeć z wielu perspektyw”. Klikają w: „Prawda, o której nikt ci nie powie – 3 sekrety sukcesu!”
Gdy teoria spotyka się z rzeczywistością
Najciekawiej robi się, gdy farmazon musi zderzyć się z realnym życiem. Nagle okazuje się, że ten od „niezawodnego systemu inwestycyjnego” nie umie odczytać wykresu giełdowego. Albo ten od „budowania marki osobistej” ma sam tylko 400 followersów i to głównie rodzina. Ale dzięki świetnej gadce i manipulowaniu emocjami, potrafią opakować totalny brak kompetencji w złoty papier marketingowy.
Bo przecież najważniejsze to wyglądać jak ktoś, kto ogarnia. Wtedy nawet jak coś nie wyjdzie – to „test”, „doświadczenie”, „feedback od wszechświata”. Nigdy błąd. Nigdy niewiedza.
Skąd to się bierze – i czemu działa?
W erze scrollowania treści w sekundach, ludzie nie mają czasu na weryfikację. Wolą kogoś, kto z uśmiechem na twarzy powie: „Zacznij od dziś – wystarczy zmienić mindset!” niż kogoś, kto wytłumaczy, że zmiana nawyków to proces neurologiczny, wymagający czasu i cierpliwości.
Do tego dochodzi kult „guru” – potrzebujemy kogoś, kto da nam pewność, kogoś, kto „wie”. A że to często tylko gra pozorów? Cóż, opakowanie się sprzedaje. Treść to już tylko dodatek.
Farmazon kontra ekspert – jak nie dać się nabrać?
Ekspert:
- Często mówi „to zależy” – bo wie, że świat nie jest czarno-biały.
- Odwołuje się do badań, źródeł, doświadczeń – a nie tylko „intuicji” i „energii”.
- Nie obiecuje gruszek na wierzbie – tylko pokazuje realia, nawet jeśli są mniej sexy.
Farmazon:
- Zawsze ma gotową odpowiedź.
- Posługuje się językiem-magikiem: „tajemnice”, „sekrety”, „nie chcą, żebyś wiedział”.
- Nigdy nie popełnia błędów – wszystko jest „częścią planu”.
Nie bądź frajerem w czasach farmazonu
Internet to potężne narzędzie – możesz się dzięki niemu nauczyć więcej niż przez pięć lat studiów. Ale też możesz utopić się w morzu półprawd, manipulacji i gadających głów, które bardziej przypominają handlarzy odkurzaczami niż nauczycieli.
Niech „internetowy farmazon” stanie się dla ciebie symbolem ostrzegawczym. Miej filtr. Miej dystans. I nie kupuj „tajemnicy sukcesu” za 297 zł w trzech ratach – czasem wystarczy po prostu myśleć.




