Włączasz podcast. Tytuł odcinka: „USA zaatakuje Iran? Nadchodzi nowy porządek świata!”. Po 45 minutach jesteś przekonany, że masz w głowie plan działania Pentagonu, Kremla, Pekinu i jeszcze dowiesz się, kto naprawdę steruje światem z ukrycia. Tydzień później wszystko to okazuje się nieaktualne. Ale wjeżdża podcast z nowym odcinkiem, nową tezą i nową pewnością siebie.
Witaj w świecie geopolitycznych farmazonów – ekspertów, którzy wiedzą wszystko zawsze po fakcie, ale mówią tak, jakby przewidzieli wszystko zawsze przed.
Analiza czy bajka?
Nie ma w tym nic złego, że ludzie próbują zrozumieć świat. Że chcą analiz, tła, kontekstu. Ale jest zasadnicza różnica między „spróbujmy to zrozumieć”, a „wiem, co się wydarzy, bo znam plan elit”. Tych drugich jest w Internecie coraz więcej. Książki z tytułami o „niewidzialnej wojnie” i „upadku Zachodu” lecą jak świeże bułeczki. Autorzy podcastów snują scenariusze z takim rozmachem, jakby byli konsultantami CIA. A potem… cóż.
- Trump miał zniknąć z polityki. Nie zniknął.
- Putin miał przegrać wojnę w trzy miesiące. Nie przegrał.
- Europa miała się rozsypać. Trzyma się, choć chwieje.
- Ale kto by tam pamiętał. Ważne, że się klika.
Dlaczego chcemy słuchać proroków, nawet jeśli się mylą?
Bo świat jest chaotyczny. Złożony. Przerażający. A my – jako ludzie – potrzebujemy narracji. Chcemy, żeby ktoś nam wytłumaczył, co się dzieje. Lepiej mieć prostą opowieść o „wojnie cywilizacji” niż zaakceptować fakt, że wiele rzeczy po prostu nie wiadomo. I że nawet w najważniejszych gabinetach świata siedzą ludzie, którzy też błądzą we mgle.
Eksperci w podcastach dają ukojenie – mówią z przekonaniem, mają wykresy, mapki, dane z dziwnych think tanków. I nawet jeśli nie mają racji – dają poczucie, że ktoś ma plan. Nawet jeśli to iluzja.
Eksperckość w czasach lajków
W Internecie nie liczy się trafność. Liczy się narracja, timing, autorytarny ton i okładka z groźną twarzą. Ekspert, który mówi: „nie wiem, co się wydarzy – zależy od wielu czynników”, przegra z kimś, kto grzmi: „Trump wróci i zburzy światowy porządek!”.
W efekcie mamy świat, w którym najwięcej mówią ci, którzy powinni milczeć. A ci, którzy naprawdę coś wiedzą – często nie przebijają się przez szum.
Czy wszyscy analitycy to farmazoniarze?
Nie. Jest wielu świetnych komentatorów, którzy tłumaczą, a nie czarują. Dają kontekst, a nie wizje apokalipsy. Ale ich trzeba chcieć słuchać. A to trudniejsze, bo nie mówią jak jasnowidze, tylko jak ludzie. A to mniej sexy.
Na koniec: nie daj się uwieść prorokom z podcastów
Jeśli ktoś mówi z absolutną pewnością o przyszłości polityki światowej – to w zasadzie masz pewność, że nie wie, o czym mówi. Jeśli sprzedaje książkę z okładką sugerującą, że zna kulisy gry – miej dystans. I jeśli przez 40 minut podcastu nie padło słowo „nie wiemy” – prawdopodobnie słuchasz narratora, nie analityka.
Bo polityka i geopolityka to nie planszówka, tylko pole minowe – i nie da się przejść go bez pomyłek. A ci, którzy udają, że znają drogę na pamięć… zwykle po prostu dobrze kłamią. Ale za to jak stylowo.




