Jeszcze wczoraj był chłopakiem z aspiracjami. Miał profil na LinkedInie, zdjęcie z balu maturalnego i cytat z Elona Muska w bio. Ale dzisiaj? Dzisiaj to już człowiek sukcesu. Co się zmieniło? Otóż… rodzice podpisali papiery sukcesyjne. I bum – z dnia na dzień zniknęły troski, a pojawiła się firma, służbowe audi i konto premium w aplikacji do mindfulness.

Niektórzy mówią, że życie to gra. On zaczynał z talią znaczonych kart i własnym stołem do pokera. Ale przecież się starał – uczciwie prowadził Instagram i czasem pojawiał się w biurze. Przeważnie w porze lunchu.

Młody wilk z odziedziczoną dżunglą

Teraz występuje jako ekspert od przedsiębiorczości. W panelach, podcastach i na prelekcjach dla młodzieży zadaje dramatyczne pytania:

„Co jest ważniejsze – pasja czy wytrwałość?”

(odpowiedź: ani jedno, ani drugie – wystarczy odziedziczyć firmę z flotą i klientami).

Opowiada o „budowaniu marki od podstaw”, chociaż „podstawy” stworzył jeszcze jego pradziadek w czasach, gdy mleko noszono w bańkach, a faktury wystawiało się pismem ręcznym.

Jego „pierwszy biznes”? To raczej pierwsze śniadanie z doradcą podatkowym, który znał jeszcze jego ojca.

Historia z happy endem i brakiem wstydu

W wywiadach mówi o pokorze. Ale nie tej wynikającej z trudu czy upadków. Raczej o pokorze wobec tego, że przecież mógł mieć jeszcze więcej, ale nie chciał się obnosić.

Wygłasza prelekcje dla „startujących przedsiębiorców”, przekonując ich, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko:

– wstajesz o 5:00,

– jesz owsiankę z chia,

– i masz rodziców z firmą, którą można ci przepisać.

A reszta? Niech się stara

Kiedy inni walczą o przetrwanie na rynku, uczą się, ryzykują, biorą kredyty i liczą każdy rachunek, on mówi o „strategii”, „wizji” i „skalowaniu biznesu”. Czyli o przerzucaniu odpowiedzialności na zarząd i PR na Instagram.

A kiedy pada pytanie, czy sukces zawdzięcza rodzinie, odpowiada z pełną powagą:

„Nie, to głównie ciężka praca. No i intuicja.”

Intuicja, która kazała mu urodzić się w odpowiednim domu, z odpowiednim nazwiskiem i dostępem do służbowego Volvo.

Morał?

Wszystko można osiągnąć samemu. Wystarczy mieć odpowiednich rodziców i dobre doradztwo sukcesyjne.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *