Spektakl Lazarusw reżyserii Jana Klaty ponownie zagościł we Wrocławiu – na który rzutem na taśmę udało mi się kupić bilety, ponieważ zainteresowanie było ogromne. Jednak na szczęście udało się wziąć udział w tym fenomenalnym przedsięwzięciu. Mimo iż prapremiera miała miejsce 26 września 2020 roku, tym razem także do stolicy dolnego śląska tłumnie zjechali miłośnicy tego wyjątkowego widowiska. Powodów tak wielkiej popularności tego spektaklu jest kilka: muzyka Davida Bowiego, Marcin Czarnik (który notabene otrzymał Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza za rolę Thomasa Newtona), świetne recenzje musicalu w innych częściach świata czy też osławiona inscenizacja i projekcje oraz poprzednie Wrocławskie sety. Relacje z wcześniejszych sztuk także zachęcały do udziału i pojawiały się głosy, że mnóstwo osób nie poprzestaje na jednym i delektuje się widowiskiem wielokrotnie. Przyjrzyjmy się zatem, co sprawia, że widzowie są wniebowzięci i tak szybko sprzedają się bilety na to zjawiskowe przedstawienie.

Wbija w fotel od pierwszych chwil

Po przybyciu do teatru na ulicy Piłsudskiego we Wrocławiu można było zauważyć scenę wyłącznie w bieli, jednak nie pozostała ona taka aż do końca spektaklu. Chwilę po godzinie 17:00 rozbrzmiały pierwsze dźwięki i jednocześnie widzów oczarowały specjalnie przygotowane wizualizacje oraz scenografia. Pojawienie się na scenie Marcina Czarnka w roli Thomasa Newtona i wykonanie przez niego utworu “Lazarus” było przedsmakiem artystycznej uczty. Swoboda i profesjonalizm tego aktora były zauważalne gołym okiem. Czarnik balansował na granicy artystycznej interpretacji i luzu, jakiego wymagała postać człowieka, który przybył na ziemię z innej planety i musiał sobie poradzić na ziemi. Niestety nie spotkało go tutaj wiele dobrego, musiał zmierzyć się z nieszczęśliwą miłością, uzależnieniem od alkoholu i odrzuceniem. Takie to już nasze ziemskie i ludzkie przymioty, z którymi borykamy się każdego dnia, a co dopiero przybysz z odległej planety. 

fot. Joanna Leja / Teatr Muzyczny Capitol

Nieustanne napięcie

Z każdą kolejną sceną i zmianą scenografii potęguje się nasza fascynacja i zaangażowanie w historię bohaterów. Widząc Newtona, staramy wczuć się w jego emocje i przeżycia związane z utraconą miłością do Mary Lou. Widzimy jak cierpi i nie potrafi poradzić sobie ze stratą – naiwnie próbując wrócić do dawnych cudownych chwil. Mimo iż posiada ogromną fortunę, tego akurat nie jest w stanie pozyskać za pieniądze. To prowadzi go do różnych zawirowań i kroczenia pomiędzy światem urojonym a rzeczywistością. Jako widzowie próbujemy przeniknąć do świata na scenie i rozumieć powody jego zachowania i jednocześnie współodczuwam emocje głównego bohatera. Przenikamy do tego uniwersum i z każdą minutą zanurzamy się bez końca. Mimo iż spektakl trwa 120 minut bez przerwy – czujemy rozczarowanie – że nie będzie dodatkowego czasu na delektowanie się tą opowieścią. 

fot. Joanna Leja / Teatr Muzyczny Capitol

Wielowymiarowość

W spektaklu Lazarusnie znajdziemy prostego przekazu, jaki wyjaśniał by nam to, co widzimy na własne oczy. W prezentowanych metaforach znajdziemy wiele odniesień do metafizyki, uczuć, relacji i pytań dotyczących istnienia oraz naszego miejsca we wszechświecie. Na wszelkie pytania możemy szukać odpowiedzi w symbolach jakie prezentowane są na scenie – w dialogach i monologach bohaterów oraz śpiewanych utworach. Całość jest ze sobą spójna i jednocześnie rozbija nas jako odbiorców na strzępy – z których musimy się po spektaklu pozbierać. Ciężko jest wrócić do szarej rzeczywistości po tak wyrafinowanym spektaklu, który zabrał nas w daleką i piękną podróż – nie tylko wizualną i słuchową – ale także wewnątrz siebie i naszych emocji. W tej podróży doświadczamy wielu rzeczy i jesteśmy na każdym kroku zaskakiwani. W momencie gdy współczujemy Newtonowi, to nagle pojawia się Valentine (w tej roli Konrad Imiela – dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu), który wywołuje poruszenie i skłania do przedefiniowania tego, co odczuwamy w danym momencie. Jest postacią barwną, intrygującą, fascynującą i jednocześnie wprowadza przerażenie. Zasiewa także ziarno pod refleksję, jakiej powinniśmy doznawać podczas śledzenia historii na scenie. Wisienką na torcie w roli Valentine’a jest genialnie wykonany utwór “Love Is Lost” – warto zwrócić na niego uwagę i rozkoszować się wykonaniem Konrada Imieli. 

fot. Joanna Leja / Teatr Muzyczny Capitol

Detale

W celu dogłębnego zrozumienia musicalu Lazarusnależałoby sięgnąć po książkę „Człowiek, który spadł na Ziemię” i zapoznać się z twórczością Davida Bowiego. Ułatwi to zadanie rozszyfrowanie zawiłości i przekazu z jakim mamy okazję obcować na scenie teatru. W tym miejscu jednak chciałbym skupić się na detalach z jakich składa się to widowisko. Trudno jednogłośnie wyrokować, co jest najlepszym elementem spektaklu – muzyka, gra aktorska, śpiew, wizualizacje czy scenografia? Wszystko to jest tak doskonale dopracowane, że aż trudno przedkładać jeden element nad drugi. Mamy tutaj do czynienia z arcydziełem – nietuzinkowym i porywającym jednocześnie. Poza wartością artystyczną otrzymujemy także podróż w głąb siebie i poza naszą świadomość. Z pewnością jest to przeżycie jedyne w swoim rodzaju i trudno tutaj o porównania z innymi spektaklami. David Bowie sam w sobie był wyjątkowy i tutaj można tego doświadczyć w sposób wielowymiarowy. Obawiam się, że na jednej wizycie na tym musicalu się skończy – a raczej mam taką nadzieję!

fot. Joanna Leja / Teatr Muzyczny Capitol

Podsumowanie

Zachęcam każdego do obejrzenia i przeżycia spektaklu “Lazarus”. Jest to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju, które zapewnia całą paletę wrażeń słuchowych, wizualnych i emocjonalnych. Przez cały czas trwania jesteśmy zanurzeni w porywającą historię i losy bohaterów. Jeśli ktoś nie do tej pory nie sympatyzował z teatrem i musicalem, to ten spektakl ma wielką szansę to zmienić – a przynajmniej pozwoli doświadczyć adrenaliny i endorfin. O to można być spokojnym. Ten musical pozwala przenieść się na dwie godziny w inny świat, w którym jest wiele niewiadomych i który sami musimy odkrywać i zrozumieć. Jest to jednocześnie podróż do innego świat jak i samego siebie. Z pewnością można odnaleźć tam wiele wspólnego z naszym życiem i tym co nas spotyka pod względem uczuć, miłości i smutku i poszukiwania szczęścia. Jeśli tylko pojawi się kolejna okazja do udziału w tym wydarzeniu, gorąco polecam aby przekonać się na własnej skórze co oferuje musical “Lazarus”.

 Postaw mi kawę na buycoffee.to

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.